Tłumaczenie ustne na rozprawie w sądzie to duża odpowiedzialność i stres. Poza informacjami na wezwaniu tłumacz niewiele wie o toczącej się sprawie. Dlatego trudno przygotować się do rozprawy. Ja na przykład czytam o danej dziedzinie oraz przygotowuję sobie słowniczek z podstawowych pojęć, które niejednokrotnie okazywały się przydane w pracy pisemnej. Choć prawdę powiedziawszy przy tłumaczeniu ustnym, „na żywo” w sądzie, nie ma czasu na zaglądanie do notatek. Tłumacz na rozprawie musi nie tylko rozumieć i przełożyć język oficjalny postępowania, ale także posługiwać się językiem nieco bardziej potocznym stron dla których tłumaczy. Oczywiście wszystko w poszanowaniu nadrzędnych zasad jakimi są między innymi dokładność i bezstronność. Zdarza się, że sąd – w przypadku odroczenia rozprawy – wzywa tego samo tłumacza na kolejny termin. Takie rozwiązanie jest przydatne.